BEATA (53 lata)

Wiele lat temu stwierdzono u moich córek, które były wtedy w wieku przedszkolnym i młodszym wieku szkolnym nawracającą czyraczność. Wpajano mi że to przez brak odporności organizmu. Otrzymywały różne specyfiki, szczepionki. Czyraki jednak pojawiały się nadal. Czułam się bezradna. Trafiam do dr Jana Sierockiego. Okazało się , że córki miały silną nietolerancję na mleko i przetwory mleczne oraz pszenicę. Pan doktor w prosty sposób wytłumaczył mi iż organizm wyrzucał na zewnątrz poprzez czyraki to czego nie tolerował. Doktor zalecił bardzo ścisłą dietę. Trwało to bardzo długo, ale najważniejsze czyraki całkowicie ustąpiły. Dzisiaj dziewczyny mają 18 i 24 lata. Na mleko i przetwory mleczne muszą uważać natomiast jeść mogą pszenicę

Kilka lat temu zostaję potrącona przez samochód na przejściu dla pieszych. Doznaję silnego stłuczenia jednej strony ciała oraz urazu głowy. W szpitalu dostaję silne leki przeciwbólowe i na spanie. Po sześciu dniach pobytu w szpitalu na własne życzenie wychodzę z niego. Jednak był problem z poruszaniem się. Otrzymuję długie zwolnienie lekarskie. Z racji wykonywania zawodu/usprawniam ruchowo dzieci niepełnosprawne/nie mogłam otrzymać w Medycynie Pracy zdolności do wykonywania zawodu. I kto mnie postawił na nogi? Oczywiście Pan dr Jan Sierocki, za co jestem Mu niezmiernie wdzięczna. Dzięki Jego metodom normalnie w życiu funkcjonuję , szybko wróciłam do pracy zawodowej. Oczywiście po wypadku musiałam i muszę uważać na kręgosłup. Jednak o niego trzeba dbać nie tylko gdy boli, ale przez całe życie.

Młodsza córka o której powyżej pisałam w pewnym okresie życia trenowała kolarstwo szosowe. Po kilku latach treningu zaczyna mieć niepokojące objawy: szybka męczliwość, silne bóle głowy ze światłowstrętem, zaburzenia równowagi, widzenia, silne bóle mięśniowe. Myślałam że za dużo trenuje. W tym czasie spada z dużej wysokości drzewa, idąc tam po piłkę. Zawożę ją do szpitala. Zostaje na obserwacji. Następnego dnia wypisana w stanie dobrym. Po kilku dniach dochodzi drżenie ciała nad którym nie mogliśmy zapanować/ja ,mąż i starsza córka/.Zabiera ją pogotowie. Wykluczono padaczkę i po kilku dniach wypisana ze szpitala w stanie dobrym. Stwierdzono również w szpitalu ,że to są stany pourazowe po upadku z drzewa. W ciągu krótkiego czasu pogotowie zabierało ją jeszcze kilka razy. Do tego doszły omdlenia. Wymusiłam w szpitalu na lekarzach poszerzenie diagnostyki. Wyszła borelioza. Córka dostaje przekierowanie do szpitala zakaźnego, w którym spędza miesiąc dostając trzy razy na dobę antybiotykoterapię dożylnie. Po wypisie ze szpitala jeszcze doustne antybiotyki przez tydzień. Objawy występowały dalej jednak w znacznie mniejszym stopniu. Córka nie miała na nic siły wymęczona długą antybiotykoterapią. Udaję się znowu do dr Jana Sierockiego przychodząc ze wszystkimi wypisami ze szpitali oraz wynikiem dodatnim boreliozy bo ona nadal była. Po przeanalizowaniu wszystkich wyników dowiaduję się od doktora że niczego nie obiecuje ale spróbuje i co najważniejsze dowiedziałam się ,że najpierw trzeba córkę wzmocnić aby jej układ immunologiczny miał siłę walczyć z krętkami boreliozy. Mijają niecałe dwa lata, oczywiście przez ten czas stosuję się ściśle do zaleceń doktora J. Sierockiego. Regularnie donoszę co kilka miesięcy wynik testu na boreliozę ze Szpitala Zakażnego i wychodzi wreszcie wynik ujemny, który powtórzono za kolejne kilka miesięcy. Córka z tej radości nie umiała się cieszyć. Ja do końca nie dowierzałam, ale ta przygoda z boreliozą wreszcie skończyła się dzięki doktorowi.

Dziękuję Panie doktorze za wszystko co Pan dla mnie i dla mojej rodziny zrobił